BUNT trwa!




Space Spectrum Lasers

Trochę bloguś zaniedbany, a przecież mnóstwo ostatnio robiliśmy. Ale to na facebooku głównie było widać, więc teraz dla tych co bez facebooka – Space Spectrum Lasers:

SSL to nie tylko przedstawiciel niszy muzycznej z etykietą „el muzyka”, czyli muzyka elektroniczna. Przez niemal 30 lat działalności czwórka wybitnych kompozytorów i realizatorów dźwięku ze Słubic zahaczyła o każdy możliwy przejaw użycia nowych technologii w muzyce rozrywkowej. Ich muzyczne poszukiwania od zawsze podporządkowane były myśli sformułowanej w 1907 r. przez Feruccio Busoniego w „Szkicu nowej estetyki muzycznej”: „Muzyka urodziła się wolna i wolność jest jej przeznaczeniem”.

Syntezatory od początku fascynowały świat muzyczny brakiem ograniczeń brzmieniowych. I to był główny powód, dla którego w 1984 czterech nastolatków ze Słubic powołało do życia zespół Space Spectrum Lasers. Dwóch z nich – Stanisław „Syriusz” Modliszewski i Mateusz „Fajanis” Kwieciborski – stawiało już pierwsze muzyczne kroki w nowofalowo-industrialnym zespole Schwarzgerate. Jednak zniechęcało ich wypadanie z rytmu perkusisty i reszta niedoskonałości wykonawczych pozostałych członków grupy. „Syriusz” i „Fajanis” pragnęli uprawiać czystą muzykę elektroniczną, opartą na brzmieniach syntezatorów. Powoli kompletowali coraz więcej sprzętu. Pomagały im w tym znajomości z rodzącą się w sąsiadującym ze Słubicami Frankfurcie nad Odrą sceną electro/synthpop. Wkrótce do grupy dołączyli Władysław „Długopis” Koszmondarek i Sylwester „Timex” Ramsza – uczniowie technikum elektrycznego w Słubicach. Pierwszy to zdolny konstruktor syntezatorów, których schematy publikował niekiedy miesięcznik „Młody Technik” i które do dziś SSL wykorzystują na koncertach, drugi to wielbiciel komputerów. Wszyscy postanowili ukryć się pod tajemniczymi pseudonimami: 010100 (Syriusz), 010101 (Fajanis), 011100 (Długopis) i 011011 (Timex). Wkrótce opublikowali pierwsze nagrania demo jako kasetę magnetofonową „Miasto Masa Maszyna”. Chłodny electro-industrial, w którym było słychać zarówno dokonania Kraftwerk jak i Einstürzende Neubauten to wynik młodzieńczej fascynacji niemiecką sceną. Ale wkrótce w repertuarze SSL zaczęły się pojawiać nagrania nawiązujące do stylów new romantic i synthpop (kaseta „Supermachine”, 1987). Na fali popularności grupy Kombi, Space Spectrum Lasers zaczęli gościć w głośnikach polskich dyskotek. Zimne, syntetyczne brzmienia doskonale współgrały z delikatnymi wokalizami Syriusza, a Fajanis okazał się uzdolnionym kompozytorem zapadających w ucho melodii („Jesteś taka chłodna”, „Elektrodźwięki”). Niedoświadczeni jeszcze muzycy dali się wessać szołbiznesowej machinie: komponowali coraz chwytliwsze przeboje (kaseta „Atari Love Machine”, 1988), byli częstymi gośćmi w studiach TVP i warszawskich dyskotekach. Space Spectrum Lasers jakby zapomniało o tym, że mieli „uwolnić muzykę”.

Jednak wkrótce przyszło opamiętanie. SSL w 1989 roku ogłosili, że koniec z piosenkami. Na czoło grupy wysunął się Władysław „Długopis” Koszmandarek, który proponował coraz śmielsze rozwiązania brzmieniowe, niespotykane dotąd w żadnych nagraniach, bo wydobywane z instrumentów jego własnej konstrukcji. Zespół szybko opublikował instrumentalną płytę „Voyage dans l’espace à la vitesse de la lumière”, która podejmowała temat el-muzyki w miejscu, gdzie Jean Michelle Jarre zmienił go na pop. SSL to wówczas feeria dźwięków – tajemniczych i nieodgadnionych, ale ciepłych i miękkich. Muzycy porzucili industrialne zgrzyty na rzecz pastelowych plam konwersujących ze sobą gdzieś w przestrzeni międzygwiezdnej. Publiczność z chłodem przyjęła tą wersję SSL, ale już kolejna płyta „Przestrzeń i pustka” i następny, pięciopłytowy album „Boska cząstka” (1991) spotkały się z gorącym przyjęciem. Zwłaszcza, że w ślad za nowatorską, ale nadal piękną i przystępną muzyką szły spektakularne koncerty. „Boska cząstka” była promowana serią widowiskowych spektakli, które można śmiało określić ambitnym teatrem światła, dźwięku i obrazu. SSL niosło światu swe przesłanie wolności dla muzyki. Kolejny album, „Pozdrowienia z Andromedy” z 1992, składający się z dwóch tylko kompozycji: „Samotność w kosmosie” i „Black Hole Uranus” to przypieczętowanie tego okresu działalności. Jeszcze przed ukończeniem prac nad płytą zespół opuścił Władysław „Długopis” Koszmandarek – zmęczony tempem pracy SSL i zafascynowany nowym gatunkiem goa trance (i, niestety, nadużywaną mieszanką lsd i xtc), wyjechał do Indii, gdzie został adeptem nauk Jego Świątobliwości Bramświatiwary. Po zakończeniu cyklu medytacji podjął pracę jako dj na półwyspie Goa i występował jako Astral Voyager Plus (do dziś publikuje pod tą nazwą eksperymentalną elektronikę). Tymczasem SSL zrezygnowali z występów na żywo i zachwycili się brzmieniami techno – owocem tej miłości są trance’owe albumy „Space travel” i „Infrasound underground” z 1993 roku, którymi koledzy z zespołu jakby nawoływali do powrotu z Indii Koszmandarka. SSL jako trio nie potrafili jednak funkcjonować. Muzycy samodzielnie coraz śmielej flirtowali ze sceną techno: Modliszewski jako Generator W, Kwieciborski jako Neurophor grali sety didżejskie i live acty w klubach całej Europy i garściami korzystali z eksplozji popularności gatunku. Aż do pamiętnej berlińskiej Love Parade w 1996, którą Kwieciborski zakończył poważną zapaścią (w wyniku przedawkowania xtc, kokainy i tussipectu). Na wieść o złym stanie kolegi, z Indii do kliniki we Frankfurcie przybył Koszmandarek. Podczas rekonwalescencji, zbliżeni doświadczeniem bliskości śmierci przyjaciela, SSL nagrali godzinną ambientową suitę „What’s up there, my friend?” i postanowili wznowić działalność jako kwartet.

SSL chciało mocno stanąć w opozycji do hedonizmu techno, jednocześnie nadal interesowało się wszystkimi nowinkami technologicznymi i muzycznymi. Efektem ich poszukiwań były album „Neobabel” i jego kontynuacja „Obywatel nr 489234″, wydane w 1999 roku. SSL przypomniało na nich swe electro-industrialne korzenie, odwołało się do twórczości słoweńskiego Laibacha i analizowało kondycję człowieka we współczesnym świecie, ale też z wdziękiem wykorzystali powstałe jak grzyby po deszczu podgatunki muzycznej elektroniki. Nowe tysiąclecie SSL otworzyło hermetyczną serią improwizowanych płyt „Noise Penetration” (vol. 1 – 8, 2000-2001), która przyniosła im uznanie środowisk skupionych wokół idei muzyki konkretnej. W 2005 roku Pomaton zbiorem utworów SSL otworzył serię wydawniczą „Najlepsi El-muzyki”. Space Spectrum Lasers oficjalnie stali się klasykami. Ale członkowie grupy nie spoczęli na laurach, co jakiś czas przypominają o swym istnieniu (płyty: „Neuroimplant”, 2008 i „Painwires”, 2011), za każdym razem wprawiając w zakłopotanie młodych producentów muzycznych.

Zespół występuje w składzie:

010100 – syntezator
010101 – syntezator
011100 – syntezator
011011 – syntezator

 

Elektroniczne papierosy – FAQ dla początkujących

Ostatnio po jakimś milionie prób rzucania palenia przerzuciłem się na elektroniczne papierosy; znajomi i nieznajomi ciągle pytają mnie o co w tym wszystkim chodzi więc pomyślałem że niezłym pomysłem byłoby napisanie artykułu nt. „o co w tym wszystkim chodzi”.

1. Czy to jest zdrowe?

 Nie (zwłaszcza jeśli wapuje – o tym za chwilę – liquidy z nikotyną), ale na pewno zdrowsze od zwykłych fajek.

2. Czy to jest tańsze?

Początkowo nie, na dłuższy okres czasu tak.

3. Czy to smakuje tak jak „prawdziwe” papierosy?

Nie. Są liquidy o smaku „tytoniowym” które smakują podobnie, ale identycznie nigdy. Co ma swoje zalety, po dwóch tygodniach „prawdziwe” papierosy mnie totalnie odrzucają.

4. Poza tym jakie zalety?

Czyste płuca, ciuchy nie śmierdzą, zęby się nie brudzą, brak „fajkowego” kaca.

5. Liquid? Wapowanie? WTF?

W elektronicznym papierosie nic się nie pali tylko odparowuje. Temperatura dużo niższa. W slangu – wapuje. Wapuje się liquid, czyli płyn zawierający zasadniczo glikol propylenowy i/lub glicerynę, dodatki smakowe (oprócz tych udających tytoń są owocowe, mentol, kawa, czekolada, itp. itd.) oraz ewentualnie nikotynę (albo i nie). Za to zdecydowanie nie zawiera wszelkich substancji smolistych ze „zwykłych” papierosów. Jeśli wapujesz te z nikotyną trujesz się tylko nikotyną; glikol i gliceryna ponoć szkodliwe nie są.

6. Zajebiście! Chcę sobie kupić takiego cyberfajka, jakiego mam wciągnąć?

 Jeśli palisz dużo kup baterię typu eGo z przelotką na USB i liquinator. Wygląda to tak:

Z przelotką na USB, bo w ten sposób nie potrzebujesz ładowarki i możesz wapować w trakcie ładowania siedząc przy kompie. Liquinator dlatego że jest mało upierdliwy w obsłudze (o tym za chwilę) i daje świetny dym.

Jeśli palisz mało kup małą baterię z gwintem 510, ładowarkę do niej i kilka kartomizerów. Wygląda to tak:

Z gwintem 510 bo dzięki temu wszystko będzie do siebie pasowało gdy nagle wpadniesz na pomysł że jednak taki e-fajek to za mało.

Wersja full wypas do powyższych to dwie (albo więcej) baterie i ładowarka na 220V, ale radzę sobie bez tego.

Oprócz powyższych kup sobie liquid(y) na zapas, na początek najlepiej kilka w małych buteleczkach w różnych smakach – jaki jest dobry ustalisz sobie doświadczalnie. Liquidy mają różną moc nikotyny – 0 mg (czyli wcale), 6 mg (powiedzmy, superlighty), 12 mg (lighty), 18 mg (mocarze), 24 mg (to już coś dla psycholi), 36 mg (to już na prawdę nie wiem dla kogo). Bywają też pośrednie, np. 9 mg, 14 mg, itp. itd. Liquidy można mieszać ze sobą, chociaż nie zawsze efekt takiej mieszanki jest smaczny.

8. Gwint 510? eGo? Kartomizer? Liquinator? WTF?

Całe te elektroniczne papierosy to ciągle technologia w wersji beta i ciągle pojawiają się nowe wynalazki; rzecz w tym by kupować takie rzeczy które są a) popularne, b) przetestowane.

Gwinty są w elektronicznych papierosach różne, ale jeśli będziesz się trzymać jednego gwintu wszystko (przynajmniej w teorii) do siebie pasuje, a gwint 510 jest najpopularniejszy – jest na niego najwięcej gadżetów.

 eGo to „rozwinięcie” gwintu 510, zgodne w dół. To znaczy wszystko co ma gwint 510 możesz użyć z baterią eGo. Oprócz tego baterie eGo mają tą wielką zaletę że są pojemne (wystarczy załadować raz na dzień czy dwa dni) oraz niezawodne (najlepsze i niestety najdroższe są oridżinal Joyetech – firmy która wymyśliła tą technologię).

Kartomizer to takie coś co ma w środku grzałkę i watkę nasączoną liquidem. W teorii jest jednorazowe, w praktyce przy odrobinie zdolności manualnych można tego użyć kilka(naście) razy. Nie będę tu zamieszczał szczegółowych instrukcji obsługi, hasło do Google: „napełnianie kartomizera”. Są tanie i (do pewnego momentu, tzn. do któregoś napełnienia) niezawodne; problem z kartomizerami to „bóbr”, czyli ohydny smak przepalonej watki pojawiający się gdy przeginamy, przeważnie w momencie brania n-tego macha pod rząd lub gdy watka jest już (prawie) sucha. W takim wypadku należy dopełnić kartomizer lub wymienić go na nowy. Jeśli bóbr nie chce odejść pozostaje jedynie wyrzucenie kartomizera do śmieci, ale na szczęście są one tanie.

Liquinator to połączenie kartomizera z nawierconą dziurką z otaczającym go zbiornikiem zawierającym liquid. Jest sporo droższy, ale to świetna rzecz dla wapujących dużo; wystarczy to napełnić raz na dzień czy kilka dni. Liquinator jest dużo odporniejszy na bobra od „zwykłych” kartomizerów, tj. po jakimś czasie tak czy inaczej bóbr się pojawi, ale będzie to czas o wiele dłuższy. W takim wypadku należy kupić dziurkowany kartomizer na wymianę (cena zbliżona do „zwykłego” kartomizera, przy odrobinie umiejętności można nawet takowy samodzielnie przedziurawić).

Istnieją jeszcze inne wynalazki: atomizery – starsza konstrukcja, czyli osobno watka i osobno grzałka, ponoć lepiej z tego smakuje ale jest to bardziej upierdliwe w obsłudze od kartomizerów czy liquinatorów oraz clearomizery, czyli kartomizery bez watki z których podobno lepiej smakuje ale niestety bywają one podatne na wycieki liquidu.

9. Problemy

Oprócz ataków bobra problemy z elektronicznymi papierosami są dwóch typów: ze sprzętem jako takim i przy napełnianiu. Sprzęt: kupujemy dobry sprzęt na który dają gwarancję, nie żałujemy forsy. Napełnianie: liquidy zawierające nikotynę (zwłaszca te o dużej zawartości) napełniamy w gumowych/silikonowych rękawiczkach, w wentylowanym pomieszczeniu i z najwyższą ostrożnością. Wycieramy papierowym ręcznikiem wszelkie wycieki. Po napełnieniu na wszelki wypadek przedmuchujemy od strony ustnika. Dlaczego? Nikotyna wchłania się przez skórę! Jeśli liquid zawiera dużo nikotyny możemy się zatruć, co w najlepszym razie jest nieprzyjemne a w najgorszym niebezpieczne. Oczywiście przy liquidach bez nikotyny tego problemu nie ma.

10. DO YOU WANT TO KNOW MORE?

Dużo bardziej rozbudowane FAQ
Digicig.pl FAQ (mają też instrukcje jak napełniać itp.)
Papierosyforum.pl (forum nt. elektronicznych papierosów)

STOP ACTA

Mini (mikro?) singletrack w Lasku Arkońskim

Oczywiście słowo „singletrack”, zwłaszcza w porównaniu z prawdziwymi singletrackami należy traktować z przymrużeniem oka, niemniej jak dla mnie bardzo przyjemna trasa. Dojazd:


(biała strzałka to początek, kierunek jazdy zgodnie ze wskazówkami zegara).
Co do samej trasy, trzeba jechać jak strzałki na drzewach pokazują aż do ścieżki zdrowia – tam skręcić pod górę, przejechać kawałek żużlówką (patrz: strzałki), zjechać w dół i od nowa. Jak dla mnie bardzo przyjemnie, dobrzy ludzie co to zrobiliście (?), dziękuję i proszę o więcej.

moto – hi lo

Pomorzanie – To musi miłość być (The Shondells)

Big beat! Yea!

A już w piątek 8 kwietnia o 20:00 premiera EPki Pomorzan w Pubie Karoseria (Krzywoustego 32, Szczecin, obok dworca kolejowego Turzyn).

Wielkie Pomorze przedstawia: Funky Koval Space Lard Orchestra Live

Zapis legendarnego koncertu czyli najtłustszy funk w znanym Wszechświecie:

Funky Koval Space Lard Orchestra live video – już wkrótce!

W ramach zapowiedzi:

Najtłustszy funk w znanym wszechświecie już wkrótce zatrzęsie posadami przemysłu muzycznego i biodrami Ziemianek!

mlekoplus – the shocking facts

Wideo zrobił Paweł Saul. Dzięki!!!